wtorek, 26 marca 2013

KaiSoo

Więc na początek pokaże wam próbkę mojej twórczości po której zdecydujecie czy chcecie czytać moje ficki. One shot napisany został na prośbę mojej przyjaciółki Sayu.






Mijał kolejny monotonny miesiąc. Przez cały ten czas chłopcy z EXO całkowicie straciliby formę gdyby nie lider. To za jego sprawą cała szóstka punktualnie stawiała się codziennie w sali ćwiczeń i tańczyli. Mijały tygodnie a ćwiczenia były coraz krótsze aż w końcu zupełnie ustały. Ich manager ani słowem nie wspominał o comebacku więc z czasem nawet lider stracił zapał i nadzieję na comeback. Każdy w zespole osobno starał się zająć jakoś czas którego mieli pod dostatkiem. Kai próbował się spotkać ze swoim dobrym przyjacielem Taeminem jednak SHINee mieli tyle pracy że praktycznie nie mieli wolnego czasu dla siebie. Wszyscy ciężko pracowali. SHINee, Super Junior, nawet DBSK.
-Więc dlaczego – myślał rozdrażniony Kai -Dlaczego wytwórnia nie urządzi nam comebacku? Jednak odpowiedzi na te pytania nie mógł dostać. Każdy kolejny dzień nie różnił się niczym od poprzedniego. Kai miał tego dość. Bezczynne siedzenie denerwowało go najbardziej. Pozostali członkowie nie widzieli problemu. Szczególnie D.O. Widać było że taki stan rzeczy go zadowalał. Dzień po dniu spędzał na banalnych zajęciach. Większość czasu spędzał spotykając się z członkami innych zespołów. Kai'a smucił ten fakt. Skoro już mieli tyle wolnego to chciał się jakoś zbliżyć do Kyungsoo. Jednak ten rzadko bywał w dormie. Wychodził z samego rana zanim Kai zdążył się odezwać i wracał kiedy wszyscy już spali. Zrezygnowany chłopak siedział w pokoju który dzielił z Baekhyunem i tępo wpatrując się w ścianę myślał jak spędzić z D.O choć godzinę czy dwie. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk jego komórki. Spojrzał na wyświetlacz i szybko odebrał.
-Kyungsoo coś się stało? -zdziwił się bo D.O rzadko do niego dzwonił.
-Kai mógłbyś po mnie przyjechać? Zepsuł mi się samochód i no...
-Nie ma problemu. Gdzie jesteś?
-U NU'EST -co on tam kur** robi? Kai nie przepadał za nimi a szczególnie nie znosił ich maknae. Małego słodkiego pozornie niewinnego Ren'a, który przez swój wygląd i zachowanie zdobywał sympatię wszystkich wokół. Wszystkich z wyjątkiem Kai'a. Wstał i szybko się ogarnął po czym chwycił kluczyki do samochodu i wyszedł z dormu. Po kilku minutach był na miejscu. Radosnego zgiełku który zawsze towarzyszył członkom NU'EST nie było słychać. W dormie nikogo nie było.
-Co ten D.O sobie myśli? -mruczał niezadowolony sięgając po telefon. -D.O gdzie jesteście? -spytał siląc się na spokój kiedy po kilku sygnałach usłyszał głos przyjaciela.
-Och wybacz. Jesteśmy na kręglach. Wróć do dormu Baekho mnie odwiezie.
-Nie ma mowy. Wracasz ze mną -powiedział Kai stanowczo i rozłączył się. Zapalił silnik i ruszył w stronę kręgielni. Droga była prawie pusta, więc chłopak szybko dotarł na miejsce. Znalazł wolne miejsce do parkowania i wysiadł z samochodu. Już chciał ruszyć do budynku kiedy zobaczył coś co zupełnie go zszokowało. Aron...całówał...DO... Kai spuścił głowę i zacisnął dłonie w pięści. Nie mógł uwierzyć uwierzyć w to co zobaczył. Stał chwilę w bezruchu po czym odwrócił się i ruszył przed siebie szybkim krokiem.
-Kaaai! Zaczekaj! - słysząc, że chłopak go woła przyspieszył jeszcze kroku. Chciał być sam. Chciał zapomnieć o tym co przed chwilą widział. Jednak tamten obraz uparcie tkwił w jego głowie. Zajęty swoimi myślami nie słyszał wołających go chłopaków.
-Kai uważaj!! - chłopak rzucił się do przodu i pchnął przyjaciela. Na jedną chwilę cały świat stanął w miejscu. Przeraźliwy pisk opon rozdarł panującą ciszę. Samochód uderzył w chłopaka, który padł bez przytomności . Sprowadzenie na ziemię Kai gwałtownie się odwrócił i zamarł widząc co się wydarzyło za jego plecami. Zerwał się z ziemi i podbiegł do nieprzytomnego D.O
-Niech ktoś wezwie karetkę!! -przerażony ze łzami w oczach patrzył po zebranych ludziach jednak nikt się nie ruszył.-D.O błagam obudź się!

***

Unosiłem się w nicości. Nie było tu nic tylko ciemność i dźwięk. Uporczywe pikanie, które wwiercało się w umysł i jednostajny szum. Gdzie jestem? Umarłem? Czy to tak wygląda niebo? Nie znałem odpowiedzi na te pytania.
-Jego stan jest stabilny jednak nie wiemy kiedy się ocknie.
-Dziękuję. Czy mogę zostać przy nim aż odzyska przytomność?
Oczywiście. Gdyby działo się coś niepokojącego proszę nacisnąć czerwony przycisk nad łóżkiem.
-Dziękuję.
Powoli otworzyłem oczy. Więc jednak żyję. Głowa mnie okropnie bolała. Wszędzie było biało a w rękach miałem pełno plastikowych rurek. Brrrr okropność.
-Kai? - wyszeptałem cicho szukając chłopaka wzrokiem. Musi tu być. Słyszałem jego głos.
-D.O obudziłeś się – pojawił się przede mną a w oczach miał łzy.
-Jak dobrze, że nic ci nie jest. -uśmiechnąłem się słabo.
-Boże to cud że żyjesz. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci się stało. Kocham cię. -mówiąc to ścisnął lekko moją dłoń. Jego spojrzenie było takie szczere i pełne uczucia.
-Ja...ja ciebie też kocham...wychodziłem tak często bo bałem się....
-Szszsz nic już nie mów. -pochylił się nade mną i złączył nasze usta w pełnym miłości pocałunku.

2 komentarze: