czwartek, 12 marca 2015

ChaBin

Tak więc postanowiłam wskrzesić bloga. Wrzucam One Shota napisanego całkiem niedawno na prośbę znajomej. Od razu przepraszam że nie napisałam wszych wcześniejszych zamówień i obiecuję, że postaram sie to nadrobić. A teraz zapraszam do lektury.,



 Mijał kolejny wieczór. Siedziałem z chłopakami w salonie, oglądając jakąś bzdurną komedyjkę, na którą Ravi się uparł. To już nawet Hyuk był poważniejszy od niego. Spojrzałem na lidera, który leżał obok, opierając głowę na moich kolanach, a na mojej twarzy momentalnie pojawił się lekki uśmiech. Od jakiegoś czasu byliśmy w szczęśliwym związku. Kochałem go bardziej niż można to sobie wyobrazić. Był całym moim światem. Położyłem dłoń na jego płaskim brzuchu i patrzyłem jak gra na swojej komórce. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się, tym swoim cudownym uśmiechem, od którego miękły mi kolana. Pochyliłem się nad nim i musnąłem lekko jego usta. Zamruczał cicho, a na moich ustach pojawił się jeszcze większy uśmiech.
  • Jak ci idzie? - popukałem palcem w ekran jego telefonu. Chłopak uśmiechnął się, po czym wyłączył grę i schował telefon, splatając nasze dłonie.
  • Już mi się znudziła – patrzył przed siebie, gładząc kciukiem moją dłoń. To było tak urocze, że nie mogłem przestać się uśmiechać. Wolną dłonią uniosłem jego podbródek, po czym nachyliłem się nad nim i pocałowałem. Jego miękkie wargi, za każdym razem wywoływały u mnie dreszcze przyjemności. Nie musiałem czekać długo, by mój partner oddał pocałunek. Mrugnąłem do niego i wstałem kierując się do naszego pokoju. Jak dobrze, że Ken zgodził się ze mną zamienić, tak bym mógł dzielić pokój z ukochanym. Byłem mu bardzo wdzięczny. Po chwili mój partner dołączył do mnie i razem położyliśmy się na moim łóżku. Nie potrzebowaliśmy rozmawiać, akurat teraz. Dobrze było po prostu leżeć razem i milczeć. Nie było to krępujące milczenie. Gładziłem delikatnie bok chłopaka, słuchając jego cichego mruczenia.
Tak wyglądał niemal każdy dzień, do czasu. Lider zaczął niespodziewanie znikać po treningach. Wracał późno, więc nie miałem okazji z nim o tym porozmawiać. Za każdym razem wykręcał się, że jest zmęczony, że go boli głowa. A ja za każdym razem miękłem, dając mu spokój. Dusiłem w sobie, jak bardzo denerwuje mnie ta sytuacja, przez co wyżywałem się na pozostałych członkach zespołu.

Kolejny dzień po treningu, siedziałem w kuchni z kubkiem herbaty. Tępo wpatrywałem się w przestrzeń przed sobą, zastanawiając się gdzie mój ukochany znowu zniknął. Ta sytuacja zaczynała mnie przerastać. Dopiero po dłuższej chwili zorientowałem się, że naprzeciw mnie siedzi Leo. Rozmawialiśmy bardzo długo, wyrzuciłem wszystko co mnie drażniło, wszystko to co dusiłem w sobie tak długi czas. Było mi lżej i za namową Leo postanowiłem porozmawiać z chłopakiem, jak tylko wróci do domu. By nie przeszkadzać chłopakom, zgasiłem światło w kuchi i przeszedłem do swojego pokoju. Czekałem na Hakyeona, jednak on nie wracał mimo iż było już bardzo puźno. Zaniepokojony dzwoniłem o niego, jednak nie odbierał. Próbowałem się uspokoić, tłumacząc sobie, że pewnie nie słyszy telefonu, albo nie może odebrać. Jednak niewiele mi to pomagało. Panika narastała z każdą chwilą. Po chwili odezwał się mój telefon, a widząc na wyświetlaczu napisz „Skarb” odebrałem momentalnie.
    - Yah! Czemu nie odbierasz, wiesz...
    - Witam, dzwonie ze szpitala głównego. Pański przyjaciel przebywa obecnie na oddziale intensywnej terapii z powodu.... - dalej nie byłem w stanie słuchać. Moje serce waliło jak oszalałe, zrobiło mi się słabo i ledwo mogłem ustać na nogach. Trzask telefonu upadającego na podłogę sprowadził do mojego pokoju Leo. Momentalnie chwycił mnie i posadził na łóżku. Jego słowa docierały do mnie jak przez mgłę. W końcu potrząsnął mną mocno, przez co nieco bardziej zacząłem kontaktować.
      - Hakyeon....jest w szpitalu....- chłopak nawet w takiej sytuacji zachował zimną krew. Momentalnie kazał mi się ubrać i zejść na dół. Sam zniknął w swoim pokoju, a już po chwili zszedł na dół ubrany z kluczykami w dłoni. Pociągnął mnie za sobą i wpakował do samochodu. Sam nie ruszyłbym się z pokoju. Byłem w szoku. Po kilku minutach byliśmy w szpitalu i szybko odszukaliśmy salę w której leżał mój ukochany. Do oczu nabiegły mi łzy, widząc go nieprzytomnego. I te wszystkie maszyny, do których był podpięty. Usiadłem obok jego łóżka i chwyciłem jego dłoń. Serce mi się krajało widząc go w takim stanie. Nawet nie wiedziałem co jest przyczyną jego stanu. To na pewno nie był wypadek. Nie był ranny. Dopiero od Leo się dowiedziałem. wszystkiego. Mój ukochany był chory i nic nie można było na to poradzić. Moje serce pękało na tysiące kawałków, a w głowie pojawiały się pytanie na które odpowiedzi nie znałem. Pozostało mi tylko czekać, aż kochanek się obudzi.




Godziny dłużyły się niesamowicie, a ja miałem wrażenie, że unoszę się w pustce. Wszechobecna cisza, była wręcz przerażająca. Chciałem krzyczeć, jednak z moich ust nie wydobywał się żaden dźwięk. Nie wiem jak długo trwał ten stan. Po chwili usłyszałem miarowe pikanie. Wytężyłem słuch, starając się odgadnąć, czym jest źródło owego dźwięku. Nagle zrobiło się jaśniej, a pod sobą poczułem coś twardego. Powoli otworzyłem oczy, mrużąc je przez oślepiające mnie światło. Rozejrzałem się dookoła próbując się zorientować gdzie się znalazłem. Białe ściany, białe meble i te wszystkie kable, rurki które były podpięte do moich rąk i dłoni. Na fotelu, pod oknem spał Hongbin. Jego twarz wyrażała zmartwienie i skrajne zmęczenie. Domyśliłem się, że już o wszystkim się dowiedział. Podniosłem się nieco i oparty o ramę łóżka, czekałem wpatrzony w ścianę.

  • Hakyeon...obudziłeś się wreszcie... - ciszę przerwał ciepły głos mojego ukochanego. Chwycił moją dłoń i pocałował ją. Poczułem w sercu to przyjemne ciepło, jak zawsze kiedy mnie całował.
  • Tak... - spuściłem głowę czując ogromne wyrzuty sumienia. Wiedziałem, że w końcu będę musiał mu powiedzieć, jednak nie sądziłem, że choroba będzie postępować tak szybko. W oczach stanęły mi łzy, które usilnie próbowałem powstrzymać. Poczułem na policzku jego dłoń, a po chwili jego usta na moich. Bez wahania oddałem pocałunek, pozwalając łzom spłynąć po policzkach. Tak bardzo go kocham, a myśl, że go stracę była nie do zniesienia. Spojrzał mi w oczy uśmiechając się, jednak wiedziałem, że to wymuszony uśmiech. Zbyt dobrze go znałem. W tym uśmiechu nie było tego światła i ciepła. Już wiedziałem, że mu powiedzieli. Wtuliłem się w niego mocno.
  • Już wiesz, prawda?
  • Tak....wiem... - słyszałem jak jego głos się łamie, a po chwili poczułem jego łzy. Tak bardzo bolało mnie serce. Odsunąłem się i chwyciłem jego twarz w dłonie.
  • Wiesz, że moje serce zawsze będzie należeć do ciebie...




Dziś odbył się pogrzeb Cha Hakyeona. Nad jego trumną zgromadzili się najbliżsi przyjaciele oraz rodzina pogrążona w rozpaczy. Dla wszystkich była to ogromna strata i mimo iż zawsze im powtarzał, by się nie smucili po jego odejściu, ciężko było żyć bez słońca jakim chłopak był. Lee Hongbin stracił kontakt ze światem i gdyby nie jedyny bliski przyjaciel chłopaka, ten zaniedbałby się zupełnie. Leo miał klucze do mieszkania przyjaciela i odwiedzał go codziennie, pomagając dojść do siebie. Miał nadzieję, że w końcu jego przyjaciel zapomni i będzie w stanie żyć dalej. Nie sądził, że znajdzie pożegnalny list na stoliku w salonie.




Zostaliśmy stworzeni, by być razem i nawet śmierć mi go nie zabierze”

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

2min

Przepraszam że tak długo kazałam wam czekać. Bez zbędnego gadania zapraszam do lektury.






Zazwyczaj nie przepadam za przeprowadzkami jednak tym razem z uśmiechem na twarzy pakowałem swoje ubrania do pudeł. Matka dostała pracę w Busan więc się przeprowadzamy. Cieszyłem się dlatego że mieszkał tam mój dobry przyjaciel. Uprosiłem mamę żeby zapisała mnie do tej samej szkoły. Nie widzieliśmy się już ze trzy lata. Nuciłem sobie pod nosem i pakowałem książki, rzeczy osobiste i inne duperele zupełnie ignorując pracowników transportowych którzy znosili meble i zapakowane pudla z mojego pokoju. Szybko skończyłem ze swoimi rzeczami i poszedłem pomóc mamie zabezpieczyć szkło i porcelanę. Po niecałych dwóch godzinach byliśmy w drodze. Wyglądałem przez okno i podziwiałem mijane widoki a uśmiech nie schodził z mojej twarzy. Rozmawiałem z mamą przez część drogi opowiadając jej o przeróżnych rzeczach.
-Synku obudź się jesteśmy na miejscu. -kobiecy głos dotarł do mojej świadomości. Otworzyłem oczy i przeciągnąłem się. Nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem. Wysiadłem z samochodu i pomogłem wnieść ostatnie kartony. Meble już były ustawione w mieszkaniu i teraz pozostało już rozpakować pudła. Dostałem pokój na poddaszu dokładnie tak jak chciałem. Z entuzjazmem zacząłem rozkładać rzeczy w nowym pokoju. Nie zauważyłem kiedy się ściemniło a mam zawołała mnie na kolacje. Jako że kuchnia nie nadawała się jeszcze do użytku mama zamówiła pizze. Jedliśmy rozmawiając i śmiejąc się. Po skończonej kolacji wziąłem szybki prysznic i wróciłem, do pokoju Musiałem się wyspać bo jutro do nowej szkoły. Zmęczony całym dniem
szybko zasnąłem. Rano obudziłem się z dziwnym przeczuciem że dzisiaj coś się wydarzy. Nie wiedziałem jeszcze co. Przebrałem się w jasne jeansy i czarną koszulkę z nadrukiem po czym zszedł do kuchni. Najwyraźniej mama częściowo uruchomiła kuchnie bo na stole stały parujące zapiekanki. Zabrałem się do jedzenia bo niedługo miał przyjechać szkolny autobus. Pusty talerz włożyłem do zlewu i niemal w tym samym momencie rozległ się dźwięk klaksonu. Szybko chwyciłem torbę na ramiona narzuciłem czarną skórzaną kurtkę i wyszedłem z domu. W autobusie nikt nie zwracał na mnie uwagi. Szybko dotarłem do szkoły i w sekretariacie odebrałem legitymację i plan zajęć. Cały dzień minął dość szybko. Miałem dziś 8 lekcji więc kiedy skończyłem szkoła była niemal pusta. Szedłem korytarzem w stronę wyjścia kiedy do moich uszu dotarły odgłosy awantury.
-Trzymajcie go oduczymy gówniarza skarżenia. -spojrzałem w kierunku skąd dobiegały głosy. Dwóch dryblasów trzymało drobnego blondyna a trzeci okładał go pięścią. Od razu ruszyłem w tamtą stronę
-Puśćcie go! Nie wstyd wam bić słabszego? -podszedłem do nich chwytając ręke chłopaka powstrzymując go przed kolejnym ciosem. Trzej napastnicy byli widocznie zaskoczeni moim widokiem.
-Nowy nie wtrącaj się – chłopak wyrwał rękę z mojego uścisku. Zapewne myślał że się wycofam. Już zamierzał się na kolejny cios. Wkurzony tum że mnie olał chwyciłem go za ramię i pociągnąłem gwałtownie do tyłu.
-Powiedziałem puśćcie go. -stanąłem przed chłopakiem gotowy spuścić mu manto jeśli będzie trzeba .
-Pożałujesz żeś się wtrącił. -skinął na tamtych chłopaków a ci momentalnie się na mnie rzucili. Potrafiłem się bronić jednak ci wzięli mnie z zaskoczenia. Odpierając ciosy dwóch chłopaków kątem oka widziałem jak trzeci okłada blondyna. Chciałem mu pomóc jednak nie mogłem. Wkurzyłem się bardziej i wyrwałem się z uścisku napastników. Adrenalina dodała mi sił i szybko przegoniłem całą trójkę. Kiedy emocje opadły podszedłem do ledwie przytomnego blondyna.
-Ej młody słyszysz mnie? -potrząsnąłem nim delikatnie oczekując jakiejkolwiek reakcji. Podniósł głowę i patrzył na mnie błyszczącymi od łez oczami. Wyglądał strasznie. Siniak pod okiem, przecięta warga i łuk brwiowy. Biedak dostał gorzej ode mnie.
-Chodź do pielęgniarki, trzeba to opatrzyć. -już chciałem się podnieść, lecz chłopak chwycił mnie kurczowo za rękę.
-Proszę nie...- wyszeptał cicho a jego ciemne niemal czarne oczy patrzyły na niego błagalnie.
-Ale ty krwawisz. Trzeba to opatrzyć. -dziwiła mnie jego prośba. Jak wda się zakażenie nie będzie przyjemnie.
-Błagam...nikt nie może wiedzieć...- głos chłopaka wyraźnie się załamał a po policzku spłynęła łza. Domyśliłem się że czegoś bał się dużo bardziej niż szkolnych rozrabiaków. Dałem za wygraną.
-Dobrze w takim razie opatrzę to u mnie w domu.. Chodź. -wstałem i pociągnąłem blondyna za sobą. Z budynku szkoły wyszliśmy tylnymi drzwiami i unikając niepotrzebnych obserwatorów dotarliśmy na przystanek autobusowy. Chłopak ukrył posiniaczoną twarz pod kapturem bluzy. Na autobus nie czekaliśmy długo i już po ok pół godzinie byliśmy w moim domu. Posadziłem go w moim pokoju na łóżku i z łazienki przyniosłem wodę utlenioną, plastry, płatki kosmetyczne i mały ręcznik zmoczony w zimnej wodzie.
-Masz przyłóż do oka -podałem mu okład a sam zacząłem opatrywać skaleczenia. Warga szybko przestała krwawić więc jedynie zmyłem krew. Na łuku brwiowym przykleiłem mu dwa plastry.
-Powiesz mi dlaczego nie chciałeś iść do pielęgniarki? -spytałem spokojnie podając mu szklankę wody, którą przyniosłem z kuchni. Usiadłem obok niego na łóżku i przyglądałem mu się. Był taki drobny i delikatny. Po chwili chłopak westchnął i spojrzał na mnie smutno
-Chyba powinienem. Tylko proszę obiecaj że ta rozmowa zostanie między nami. -w jego głosie i w jego oczach było coś takiego, że nie mogłem odmówić.
-Zgoda. Tak przy okazji jestem Minho. -podałem mu rękę uśmiechając się przyjaźnie.
-Taemin – uścisnął moją dłoń i po raz pierwszy od początku naszego spotkania uśmiechnął się na chwilę. -No więc...Od ponad roku mieszkam sam. Moi rodzice nie żyją. Utrzymuję się z renty po ojcu. Nikt nie wie o ich śmierci. Nie chcę trafić do domu dziecka. -głos mu drżał z przejęcia. Rozumiałem co czuł i współczułem mu. Kierowany impulsem przytuliłem go a on wtulił się we mnie ufnie niczym dziecko.
-Chyba wiem jak ci pomóc. -powiedziałem spokojnie gładząc go po włosach.
Nikt nie może mi pomóc -wyjęczał żałośnie i rozpłakał się. Przytuliłem go mocniej i szeptałem uspokajające słowa. Uspokoił się po ok 20 minutach. Na dole usłyszałem szczęk zamka co oznaczało, że moja rodzicielka wróciła. I dobrze od razu jej powiem.
-Zaczekaj tu chwilę zaraz wrócę. -zostawiłem chłopaka w pokoju i poszedłem do kuchni gdzie mama rozpakowywała zakupy. Opowiedziałem jej całe zdarzenie i przedstawiłem mój pomysł jak pomóc Taeminowi. Zgodziła się prawie od razu. Z uśmiechem na twarzy wróciłem do pokoju.
-Nie musisz si już niczym martwić Taemin. Mama się zgodziła żebyś mieszkał z nami. Zaadoptuje cię. -po jego reakcji widać było że nie spodziewał się czegoś takiego.
-Ale jak...przecież mnie praktycznie nie znacie -jego czarne błyszczące oczy wpatrywały się we mnie w wyrazie kompletnego zdumienia.
-To nic. Mama jest wrażliwa i chce pomagać wszystkim naokoło. Zgodziła się żebyś z nami zamieszkał bo ją o to poprosiłem. Nie martw się wszystko będzie załatwione po cichu. -Taemin uśmiechnął się a po policzkach spłynęły mu łzy
-Nie wiem jak wam dziękować.

*****

Od tamtego zdarzenia minęły trzy miesiące a ja i Taemin...zostaliśmy parą. Mama była zdziwiona jednak zaakceptowała ten fakt. W szkole utrzymywaliśmy relacje sprawiające wrażenie czysto koleżeńskich. Woleliśmy nie narażać się na manto od szkolnych awanturników. Jednak w domu wszystko wyglądało inaczej. Czułe słowa i delikatne pocałunki stały się normą. Byliśmy razem szczęśliwi i niemal nierozłączni.
-Chłopcy kolacja! -wołanie mamy przerwało nam odrabianie lekcji. Trzymając się za ręce zeszliśmy do kuchni. Na stole stał talerz ze stosem parówek w cieście francuskim. Usiedliśmy obok siebie i zaczęliśmy jeść. Posypały się standardowe pytania jak w szkole itp.
-No chłopcy idę na noc do pracy więc zostaniecie sami. Tylko nie wywróćcie mi domu do góry nogami. -powiedziała spokojnie chowając naczynia do zmywarki.
-Spoko mamo. -zamknąłem za nią drzwi i poszedłem do pokoju. Stanąłem przy oknie by zasunąć roletę kiedy nagle poczułem na sobie nieśmiały dotyk. Taemin objął mnie w pasie i przytulił.
-Minho...zróbmy to dzisiaj...-ta nieśmiała prośba mnie zaskoczyła. Nie spodziewałem się, że o to poprosi. Odwróciłem się i objąłem go ramionami i spojrzałem mu w oczy.
-Jesteś tego pewien kochanie? -nie chciałem robić nic wbrew jego woli. Pokiwał jedynie głową twierdząco a ja uśmiechnąłem się i pocałowałem go czule. Nie przerywając pocałunku podniosłem go i położyłem na łóżku. Powoli wsunąłem dłoń pod jego koszulkę nieustannie go całując. Ciche pojękiwania wydobywały się z jego ust. Zacząłem lekko drażnić jego sutek pocałunkami schodząc na szyję. Postanowiłem sprawić mu jak najwięcej przyjemności. Żeby do końca życia zapamiętał swój pierwszy raz. Powoli pozbywaliśmy się swoich ubrań wzajemnie pieszcząc swoje ciała. Wyczuwając niepewność kochanka szybko przejąłem kontrole. Masowałem delikatnie jego męskość przez materiał bokserek wydobywając z niego słodkie jęki rozkoszy, które stopniowo przybierały na sile. Wszystko robiłem powoli przyzwyczajając chłopaka do każdej pieszczoty. Ponownie wpiłem się w jego usta i zdjąłem z niego bieliznę.
-Może zaboleć skarbie. -mruknąłem mu do ucha jeżdżąc palcem wokół jego dziurki. Chłopak kiwnął twierdząco głową i zagryzł wargę. Całując czule jego szyję i klatkę piersiową wsunąłem powoli wsunąłem dwa palce do jego wnętrza. Młodszy spiął się cały tłumiąc okrzyk blu. Spod zaciśniętych powiek popłynęły łzy.
-Ciii...kotku nie płacz to zaraz minie -pocałowałem go czule i czekałem aż się przyzwyczai. Rozluźnił się po dłuższej chwili a ja ostrożnie dodałem trzeci palec i rozciągałem do dokładnie. Kiedy uznałem że jest gotowy zabrałem palce, zdjąłem z siebie bieliznę i powoli wsunąłem się we wnętrze blondyna. Był tak ciasny i taki gorący. Zatrzymałem się by przyzwyczaił się do mojej obecności.
-Minho...juuuż -cichy jęk wydobył się z ust blondyna. Słysząc to zacząłem powoli poruszać biodrami wydobywając z kochanka głośne jęki rozkoszy. Odchyliłem głowę do tyłu i również jęczałem ogarnięty nieziemską przyjemnością. Coraz szybciej poruszałem się w jego wnętrzu by w pewnym momencie uderzyć w prostatę blondyna. To wystarczyło żeby Taemin doszedł z krzykiem brudząc nasze ciała. Wykonałem jeszcze kilka pchnięć i doszedłem w jego wnętrzu. Pochyliłem się nad nim i pocałowałem czule w usta.
-Byłeś wspaniały kotku. -wyszeptałem i wysunąłem się z niego. Kochanek jednak nie odpowiedział zbyt zmęczony po stosunku. Położyłem się obok niego i objąłem ramieniem. Blondynek wtulił się we mnie i już po chwili zasnął.
-Kocham cię Taeminie. -powiedziałem cicho i również ułożyłem się do snu tuląc do siebie ukochaną osobę.  

sobota, 6 kwietnia 2013

Przepraszam *^*

Naprawdę wybaczcie mi że tak długo to trwa ale czas na komputer mam ograniczony. Robię co mogę ale no. Obiecuję że w  poniedziałek pojawią się dwa zamówione opowiadanka mianowicie 2min oraz L.Joe&Chunji.

Wiadomość do pozostałych zamawiających:
Proszę określcie styl w jakim ma być napisany One shot z zamówionym przez was paringiem. Czy to ma być wesołe, smutne czy bóg ie co jeszcze. Bo mam pomysły ale chce żebyście byli zadowoleni z tego co piszę. Więc jeśli macie jakieś wytyczne co do treści piszcie śmiało. (tylko przy okazji przypomnijcie jaką parkę zamawialiście :3 )

To tyle dziękuję za uwagę.


środa, 27 marca 2013

SuLay


Było już południe kiedy Lay się obudził całkowicie wypoczęty. Z wielkim uśmiechem zbiegł do kuchni na śniadanie. Dziś był ten dzień. Dzień w którym miał przyjechać jego ukochany Suho. Po dwumiesięcznej rozłące w końcu mogli spędzić ze sobą calutki tydzień. Lay z niecierpliwością czekał na ten dzień. Wpadł do kuchni jak burza.
-Gdzie Suho? -zapytał nadal uśmiechnięty. Tao i Luhan którzy siedzieli w kuchni spojrzeli na niego ze współczuciem. Lay od tygodnia nie mówił o niczym innym jak tylko o przyjeździe kochanka.
-Twój kochaś cię olał. -rzucił złośliwie Chen wchodząc do kuchni
-Chen przestań! -skarcił chłopaka Luhan podchodząc do smutnego kolegi. -Przykro mi ale Suho nie przyjechał. -położył dłoń na jego ramieniu w pocieszającym geście. Cały zapał chłopaka momentalnie zniknął. Opadł smutny na krzesło a w oczach stanęły mu łzy. „Jak to? Przecież obiecał...” Ukrył twarz w dłoniach chcąc powstrzymać płacz. „A jeśli coś mu się stało?” ta straszna myśl pojawiła się w jego głowie. Zitao jakby czytając w myślach objął go ramieniem.
-Spokojnie. Pewnie samolot się zepsuł czy coś.
-Obyś miał rację Tao -chłopak niczym widmo wyszedł z kuchni i skierował się do łazienki. Ciepły długi prysznic był rzeczą której teraz potrzebował. Stał w kabinie a ciepłe strumienie wody spływały po jego nagim ciele. Niepokojące obrazy pojawiały się w jego umyśle. Żeby chociaż jakąś wiadomość, że się spóźni. Tymczasem Suho nie dawał znaku życia. Martwił się o niego bo chłopak nigdy tak nie robił. Po jakiejś pół godzinie wyszedł z łazienki w czarnych dresowych spodniach. Uśmiechnął się lekko pod nosem kiedy to zawsze Suho denerwował się kiedy chodził bez koszulki. Powtarzał, że widok jego nagiego ciała jest przeznaczony tylko dla niego. Pogrążony we własnch myślach nie zauważył Chena na którego wpadł. Dźwięk tłuczonego szkła sprowadził go na ziemię
-Kur** Lay ty oczu nie masz? -syknął wściekle Chen patrząc na kawałki swojego ulubionego kubka.
-Wybacz zamyśliłem się -schylił się by pozbierać szklane odłamki. Chen prychnął jedynie.
-Idiota -mruknął pod nosem wymijając chłopaka, który posmutniał jeszcze bardziej. Nie rozumiał dlaczego on go tak traktował. Przecież nic mu nigdy nie zrobił. Wyrzucił szkło do kosza i poszedł coś zjeść. Płatki na mleku i kawa. Uwielbiał takie śniadania. Jadł sobie spokojnie kiedy do kuchni wpadł XiuMin. Jak zawsze uśmiechnięty.
-Lay pospiesz się taksówka na cb czeka.
-Taksówka? -chłopak spojrzał zdziwiona na kolegę. Nie zamawiał przecież taksówki.
-Ano taksówka. Pospiesz się. -chłopak wzruszył ramionami i wyszedł. Zaciekawiony przebrałsię szybko i wyszedł przed budynek.
-Dzień dobry pan Zhang Yi Xing? -zapytał uprzejmie starszy taksówkarz odczytując jego nazwisko z karteczki.
-Tak o co chodzi? -cała ta sprawa była bardzo dziwna.
-Wie pan sam do końca nie rozumiem. Ktoś zapłacił mi bym zawiózł pana do pańskiej ulubionej kawiarni.
-Czy to jakiś żart? -Lay spojrzał zdumiony na kierowce. „O co tutaj chodzi? Ktoś mi to wyjaśni?” myślał nie rozumiejąc sytuacji w jakiej się znalazł.
-Nie obrażaj mnie chłopcze. -kierowca oburzył się na te słowa. -Mam inne zajęcia niż wymyślanie głupich dowcipów.
-Przepraszam pana. -chłopak speszony spuścił głowę. Istotnie staruszek nie wglądał na dowcipnisia.
-W takim razie jeźdźmy już. -taksówkarz wsiadł do samochodu a Lay zaraz za nim. Warkot silnika przerwał panującą między nimi cisze i samochód ruszył z miejsca kierując się do kawiarni. Lay siedział na tylnym siedzeniu i rozmyślając wpatrywał się za okno. Co chwila mijali zakochane pary spacerujące miasta. Chłopakowi znowu zrobiło się przykro. To miał być taki piękny tydzień. Jednak najwyraźniej świat go nienawidził. Po jakimś czasie byli na miejscu. Lay podziękował kierowcy i wysiadł. Wszedł do kawiarni i rozglądał się nie wiedząc kogo ma się spodziewać. Sekundę później podeszła do niego kelnerka z różową kopertą w dłoni.
-Dzień dobry pan się nazywa Zhang Yi Xing?
-Um...tak a o co chodzi? -spojrzał na kobietę mocno zdziwiony. Coraz bardziej nie rozumiał co się dzieje.
-Był tu rano jeden chłopak i polecił mi dać panu tą kopertę oraz powiedzieć, żeby pojechał pan do parku Xihai. A i kopertę niech pan otworzy dopiero przy wejściu do parku. -podała chłopakowi kopertę i odeszła zanim zdążył o cokolwiek zapytać. Patrzył za nią zszokowany. Po chwili wyszedł z kawiarki i ruszył w stronę parku. Postanowił iść na nogach mimo, że zaczęło się ściemniać. Całe szczęście na ulicy prawie nikogo nie było. I dobrze nie chciał napotkać tłumu fanek. Spokojnym krokiem po jakiś 20 minutach doszedł na miejscu. Stanął w bramie i otworzył kopertę. W środku była kartka z jednym zdaniem „Idź za strzałkami”. Schował kopertę do kieszeni i rozejrzał się. Białe strzałki były doskonale widoczne na ciemnym asfalcie. Ruszył we wskazanym kierunku a lekki dreszczyk emocji przeszedł przez jego ciało. Szedł powoli wypatrując kolejnych strzałek aż w końcu alejka się skończyła a jego oczom ukazał się niemal magiczny widok. Nad brzegiem niedużego jeziora stał stół nakryty białym obrusem. Dwa nakrycia na których parowały eleganckie dania a na świeczniku płonęły dwie świece. Po drugiej stronie jeziora dało się dojrzeć napis „Kocham cię” ułożony z płonących świeczek. Było już całkiem ciemno więc cała ta scena zapierała dech w piersiach. Lay przyglądał się temu zszokowany zakrywając usta dłonią.
-Wszystkiego najlepszego kochanie. -czuły, delikatny głos rozległ się za jego plecami. Odwrócił się gwałtownie i ujrzał przed sobą Suho z bukietem kwiatów. Łzy szczęścia spłynęły pociekły po policzkach chłopaka.
-Suho ty to wszystko zrobiłeś? -zapytał cicho wtulając się w ukochanego.
-Oczywiście skarbie. Chciałem żebyś zapamiętał ten dzień na zawsze. Chodź na pewno jesteś głodny.
-Nawet nie wiesz jak bardzo, -powiedział rozbawiony i pocałował chłopaka w policzek. Obaj usiedli przy stole i zaczęli jeść rozmawiając o wszystkim i o niczym. Nawet się nie zorientowali kiedy jedzenie znikło w ich żołądkach. Po skończonej kolacji Suho wziął młodszego za rękę i pociągnął nad brzeg jeziora. Objął go w pasie i pocałował czule.
-Wiesz skarbie chciałem cię o coś zapytać.-spojrzał w oczy kochanka niepewny jego reakcji.
-Słucham cię -patrzył na niego z radością. Był szczęśliwy że są razem. Tak cudownej randki nie miał nigdy wcześniej. Suho wziął głęboki wdech.
-Zhang Yi Xing. Czy wyjdziesz za mnie? -młodszy zamarł na krótką chwilę po czym uśmiechnął się.
-Tak oczywiście że za ciebie wyjdę. -ich usta złączyły się w namiętnym tańcu wiecznej miłości.

wtorek, 26 marca 2013

HunHan

Tak więc daje wam kolejny One Shot również zamówiony przez Sayu. Jeśli macie jakieś zamówienia na OS piszcie w komentarzach :>






Kariera naszego zespołu nie potrwała długo. Dokładnie w dzień naszej rocznicy w budynku wytwórni, gdzie świętowaliśmy wybuchł pożar w którym zginęli Tao i Sehun. Ich strata zabolała nas wszystkich. Mnie w szczególności strata Sehuna. Jego ciała nigdy nie znaleziono.Po tym zdarzeniu postanowiliśmy zakończyć działalność. Bez nich to już nie byłoby EXO. Każdy z nas poszedł w swoją stronę. Jednak ja zupełnie się załamałem. Wróciłem do rodziny i dzień po dniu snułem się niczym cień. Nie chciałem żyć. Nie bez Sehuna mojej miłości. Od tamtych wydarzeń minęły już dwa miesiące. Siedziałem jak co dzień w parku tępo wpatrując się w staw po którym pływały łabędzie. Jakże bym chciał cofnąć czas. Zobaczyć znów uśmiech ukochanego. Jednak było to niemożliwe. Po raz kolejny moje oczy napełniły się łzami, kiedy wspominałem te wszystkie wspaniałe chwile które razem spędziliśmy. To tak bardzo bolało, że nie ma go przy mnie. Nie mogłem pogodzić się z jego śmiercią. Już chciałem wstać i wrócić do domu kiedy nagle ktoś zasłonił mi oczy.
-Zgadnij kto? -cichy delikatny głos rozległ się tuż przy moim uchu. Poznałem ten głos i zamarłem. Jak to możliwe. Odwróciłem się gwałtownie i zobaczyłem go. Stał przede mną i uśmiechał się tak że miękły kolana.
-Se..Sehun? -zdołałem wydukać w szoku patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. Ułamek sekundy później rzuciłem mu się na szyję płacząc ze szczęścia.
-Lulu już spokojnie. Spokojnie. -gładził mnie po głowie powtarzając wciąż te same uspokajające słowa.
-Ale jak...? Przecież pożar...- patrzyłem mu w oczy nie rozumiejąc co się dzieje. Targały mną różne emocje jednak radość przeważała wszystko.
-Wyszedłem tyłem żeby spotkać się z bratem, widocznie nie zauważyliście. Kiedy wybuchł pożar od odciągnął mnie od budynku. Próbowałem się jakoś z wami skontaktować ale na próżno. Dopiero niedawno domyśliłem się że znajdę cię w twoich rodzinnych stronach. Jak widać nie pomyliłem się.
-Ale czemu tak długo? Wiesz przez jakie piekło emocjonalne przeszedłem? -zacząłem mu się żalić jednak potok słów szybko uciszył pocałunkiem. Oddałem go bez wahania. Nie ważne co było kiedyś. Ważne że znów jesteśmy razem.
-Obiecaj że nigdy więcej mnie tak nie zostawisz. -szepnąłem mu do ucha nie zwalniając uścisku.
-Obiecuję. Na zawsze zostanę z tobą. Jeśli się zgodzisz. -przed moimi oczami pojawiło się małe czerwone pudełeczko. Cofnąłem się o krok i zasłoniłem usta patrząc na chłopaka z niedowierzaniem.
-Czy ty mi się oświadczasz? -powiedziałem cicho. Właśnie miało się spełnić moje największe marzenie.
-Tak właśnie. Wyjdziesz za mnie? -mówiąc to klęknął przede mną i otworzył pudełeczko. W środku leżała srebrna obrączka z wygrawerowanym napisem „Kocham się Luhan” Łzy szczęścia pociekły mi po policzkach.
-Tak. Tak oczywiście. -przytuliłem go mocno a on wpił się w moje usta. Oddałem ten namiętny pocałunek nie przestając płakać ze szczęścia.
-Moje małe szczęście. Kocham cię.
-Ja ciebie też kocham Sehun.



Troszku krótkie ale mam nadzieję że wam się spodoba.

KaiSoo

Więc na początek pokaże wam próbkę mojej twórczości po której zdecydujecie czy chcecie czytać moje ficki. One shot napisany został na prośbę mojej przyjaciółki Sayu.






Mijał kolejny monotonny miesiąc. Przez cały ten czas chłopcy z EXO całkowicie straciliby formę gdyby nie lider. To za jego sprawą cała szóstka punktualnie stawiała się codziennie w sali ćwiczeń i tańczyli. Mijały tygodnie a ćwiczenia były coraz krótsze aż w końcu zupełnie ustały. Ich manager ani słowem nie wspominał o comebacku więc z czasem nawet lider stracił zapał i nadzieję na comeback. Każdy w zespole osobno starał się zająć jakoś czas którego mieli pod dostatkiem. Kai próbował się spotkać ze swoim dobrym przyjacielem Taeminem jednak SHINee mieli tyle pracy że praktycznie nie mieli wolnego czasu dla siebie. Wszyscy ciężko pracowali. SHINee, Super Junior, nawet DBSK.
-Więc dlaczego – myślał rozdrażniony Kai -Dlaczego wytwórnia nie urządzi nam comebacku? Jednak odpowiedzi na te pytania nie mógł dostać. Każdy kolejny dzień nie różnił się niczym od poprzedniego. Kai miał tego dość. Bezczynne siedzenie denerwowało go najbardziej. Pozostali członkowie nie widzieli problemu. Szczególnie D.O. Widać było że taki stan rzeczy go zadowalał. Dzień po dniu spędzał na banalnych zajęciach. Większość czasu spędzał spotykając się z członkami innych zespołów. Kai'a smucił ten fakt. Skoro już mieli tyle wolnego to chciał się jakoś zbliżyć do Kyungsoo. Jednak ten rzadko bywał w dormie. Wychodził z samego rana zanim Kai zdążył się odezwać i wracał kiedy wszyscy już spali. Zrezygnowany chłopak siedział w pokoju który dzielił z Baekhyunem i tępo wpatrując się w ścianę myślał jak spędzić z D.O choć godzinę czy dwie. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk jego komórki. Spojrzał na wyświetlacz i szybko odebrał.
-Kyungsoo coś się stało? -zdziwił się bo D.O rzadko do niego dzwonił.
-Kai mógłbyś po mnie przyjechać? Zepsuł mi się samochód i no...
-Nie ma problemu. Gdzie jesteś?
-U NU'EST -co on tam kur** robi? Kai nie przepadał za nimi a szczególnie nie znosił ich maknae. Małego słodkiego pozornie niewinnego Ren'a, który przez swój wygląd i zachowanie zdobywał sympatię wszystkich wokół. Wszystkich z wyjątkiem Kai'a. Wstał i szybko się ogarnął po czym chwycił kluczyki do samochodu i wyszedł z dormu. Po kilku minutach był na miejscu. Radosnego zgiełku który zawsze towarzyszył członkom NU'EST nie było słychać. W dormie nikogo nie było.
-Co ten D.O sobie myśli? -mruczał niezadowolony sięgając po telefon. -D.O gdzie jesteście? -spytał siląc się na spokój kiedy po kilku sygnałach usłyszał głos przyjaciela.
-Och wybacz. Jesteśmy na kręglach. Wróć do dormu Baekho mnie odwiezie.
-Nie ma mowy. Wracasz ze mną -powiedział Kai stanowczo i rozłączył się. Zapalił silnik i ruszył w stronę kręgielni. Droga była prawie pusta, więc chłopak szybko dotarł na miejsce. Znalazł wolne miejsce do parkowania i wysiadł z samochodu. Już chciał ruszyć do budynku kiedy zobaczył coś co zupełnie go zszokowało. Aron...całówał...DO... Kai spuścił głowę i zacisnął dłonie w pięści. Nie mógł uwierzyć uwierzyć w to co zobaczył. Stał chwilę w bezruchu po czym odwrócił się i ruszył przed siebie szybkim krokiem.
-Kaaai! Zaczekaj! - słysząc, że chłopak go woła przyspieszył jeszcze kroku. Chciał być sam. Chciał zapomnieć o tym co przed chwilą widział. Jednak tamten obraz uparcie tkwił w jego głowie. Zajęty swoimi myślami nie słyszał wołających go chłopaków.
-Kai uważaj!! - chłopak rzucił się do przodu i pchnął przyjaciela. Na jedną chwilę cały świat stanął w miejscu. Przeraźliwy pisk opon rozdarł panującą ciszę. Samochód uderzył w chłopaka, który padł bez przytomności . Sprowadzenie na ziemię Kai gwałtownie się odwrócił i zamarł widząc co się wydarzyło za jego plecami. Zerwał się z ziemi i podbiegł do nieprzytomnego D.O
-Niech ktoś wezwie karetkę!! -przerażony ze łzami w oczach patrzył po zebranych ludziach jednak nikt się nie ruszył.-D.O błagam obudź się!

***

Unosiłem się w nicości. Nie było tu nic tylko ciemność i dźwięk. Uporczywe pikanie, które wwiercało się w umysł i jednostajny szum. Gdzie jestem? Umarłem? Czy to tak wygląda niebo? Nie znałem odpowiedzi na te pytania.
-Jego stan jest stabilny jednak nie wiemy kiedy się ocknie.
-Dziękuję. Czy mogę zostać przy nim aż odzyska przytomność?
Oczywiście. Gdyby działo się coś niepokojącego proszę nacisnąć czerwony przycisk nad łóżkiem.
-Dziękuję.
Powoli otworzyłem oczy. Więc jednak żyję. Głowa mnie okropnie bolała. Wszędzie było biało a w rękach miałem pełno plastikowych rurek. Brrrr okropność.
-Kai? - wyszeptałem cicho szukając chłopaka wzrokiem. Musi tu być. Słyszałem jego głos.
-D.O obudziłeś się – pojawił się przede mną a w oczach miał łzy.
-Jak dobrze, że nic ci nie jest. -uśmiechnąłem się słabo.
-Boże to cud że żyjesz. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci się stało. Kocham cię. -mówiąc to ścisnął lekko moją dłoń. Jego spojrzenie było takie szczere i pełne uczucia.
-Ja...ja ciebie też kocham...wychodziłem tak często bo bałem się....
-Szszsz nic już nie mów. -pochylił się nade mną i złączył nasze usta w pełnym miłości pocałunku.