Zazwyczaj nie przepadam za
przeprowadzkami jednak tym razem z uśmiechem na twarzy pakowałem
swoje ubrania do pudeł. Matka dostała pracę w Busan więc się
przeprowadzamy. Cieszyłem się dlatego że mieszkał tam mój dobry
przyjaciel. Uprosiłem mamę żeby zapisała mnie do tej samej
szkoły. Nie widzieliśmy się już ze trzy lata. Nuciłem sobie pod
nosem i pakowałem książki, rzeczy osobiste i inne duperele
zupełnie ignorując pracowników transportowych którzy znosili
meble i zapakowane pudla z mojego pokoju. Szybko skończyłem ze
swoimi rzeczami i poszedłem pomóc mamie zabezpieczyć szkło i
porcelanę. Po niecałych dwóch godzinach byliśmy w drodze.
Wyglądałem przez okno i podziwiałem mijane widoki a uśmiech nie
schodził z mojej twarzy. Rozmawiałem z mamą przez część drogi
opowiadając jej o przeróżnych rzeczach.
-Synku obudź się jesteśmy na
miejscu. -kobiecy głos dotarł do mojej świadomości. Otworzyłem
oczy i przeciągnąłem się. Nawet nie zauważyłem kiedy zasnąłem.
Wysiadłem z samochodu i pomogłem wnieść ostatnie kartony. Meble
już były ustawione w mieszkaniu i teraz pozostało już rozpakować
pudła. Dostałem pokój na poddaszu dokładnie tak jak chciałem. Z
entuzjazmem zacząłem rozkładać rzeczy w nowym pokoju. Nie
zauważyłem kiedy się ściemniło a mam zawołała mnie na kolacje.
Jako że kuchnia nie nadawała się jeszcze do użytku mama zamówiła
pizze. Jedliśmy rozmawiając i śmiejąc się. Po skończonej
kolacji wziąłem szybki prysznic i wróciłem, do pokoju Musiałem
się wyspać bo jutro do nowej szkoły. Zmęczony całym dniem
szybko zasnąłem. Rano obudziłem się
z dziwnym przeczuciem że dzisiaj coś się wydarzy. Nie wiedziałem
jeszcze co. Przebrałem się w jasne jeansy i czarną koszulkę z
nadrukiem po czym zszedł do kuchni. Najwyraźniej mama częściowo
uruchomiła kuchnie bo na stole stały parujące zapiekanki. Zabrałem
się do jedzenia bo niedługo miał przyjechać szkolny autobus.
Pusty talerz włożyłem do zlewu i niemal w tym samym momencie
rozległ się dźwięk klaksonu. Szybko chwyciłem torbę na ramiona
narzuciłem czarną skórzaną kurtkę i wyszedłem z domu. W
autobusie nikt nie zwracał na mnie uwagi. Szybko dotarłem do szkoły
i w sekretariacie odebrałem legitymację i plan zajęć. Cały dzień
minął dość szybko. Miałem dziś 8 lekcji więc kiedy skończyłem
szkoła była niemal pusta. Szedłem korytarzem w stronę wyjścia
kiedy do moich uszu dotarły odgłosy awantury.
-Trzymajcie go oduczymy gówniarza
skarżenia. -spojrzałem w kierunku skąd dobiegały głosy. Dwóch
dryblasów trzymało drobnego blondyna a trzeci okładał go pięścią.
Od razu ruszyłem w tamtą stronę
-Puśćcie go! Nie wstyd wam bić
słabszego? -podszedłem do nich chwytając ręke chłopaka
powstrzymując go przed kolejnym ciosem. Trzej napastnicy byli
widocznie zaskoczeni moim widokiem.
-Nowy nie wtrącaj się – chłopak
wyrwał rękę z mojego uścisku. Zapewne myślał że się wycofam.
Już zamierzał się na kolejny cios. Wkurzony tum że mnie olał
chwyciłem go za ramię i pociągnąłem gwałtownie do tyłu.
-Powiedziałem puśćcie go. -stanąłem
przed chłopakiem gotowy spuścić mu manto jeśli będzie trzeba .
-Pożałujesz żeś się wtrącił.
-skinął na tamtych chłopaków a ci momentalnie się na mnie
rzucili. Potrafiłem się bronić jednak ci wzięli mnie z
zaskoczenia. Odpierając ciosy dwóch chłopaków kątem oka
widziałem jak trzeci okłada blondyna. Chciałem mu pomóc jednak
nie mogłem. Wkurzyłem się bardziej i wyrwałem się z uścisku
napastników. Adrenalina dodała mi sił i szybko przegoniłem całą
trójkę. Kiedy emocje opadły podszedłem do ledwie przytomnego
blondyna.
-Ej młody słyszysz mnie?
-potrząsnąłem nim delikatnie oczekując jakiejkolwiek reakcji.
Podniósł głowę i patrzył na mnie błyszczącymi od łez oczami.
Wyglądał strasznie. Siniak pod okiem, przecięta warga i łuk
brwiowy. Biedak dostał gorzej ode mnie.
-Chodź do pielęgniarki, trzeba to
opatrzyć. -już chciałem się podnieść, lecz chłopak chwycił
mnie kurczowo za rękę.
-Proszę nie...- wyszeptał cicho a
jego ciemne niemal czarne oczy patrzyły na niego błagalnie.
-Ale ty krwawisz. Trzeba to opatrzyć.
-dziwiła mnie jego prośba. Jak wda się zakażenie nie będzie
przyjemnie.
-Błagam...nikt nie może wiedzieć...-
głos chłopaka wyraźnie się załamał a po policzku spłynęła
łza. Domyśliłem się że czegoś bał się dużo bardziej niż
szkolnych rozrabiaków. Dałem za wygraną.
-Dobrze w takim razie opatrzę to u
mnie w domu.. Chodź. -wstałem i pociągnąłem blondyna za sobą. Z
budynku szkoły wyszliśmy tylnymi drzwiami i unikając
niepotrzebnych obserwatorów dotarliśmy na przystanek autobusowy.
Chłopak ukrył posiniaczoną twarz pod kapturem bluzy. Na autobus
nie czekaliśmy długo i już po ok pół godzinie byliśmy w moim
domu. Posadziłem go w moim pokoju na łóżku i z łazienki
przyniosłem wodę utlenioną, plastry, płatki kosmetyczne i mały
ręcznik zmoczony w zimnej wodzie.
-Masz przyłóż do oka -podałem mu
okład a sam zacząłem opatrywać skaleczenia. Warga szybko
przestała krwawić więc jedynie zmyłem krew. Na łuku brwiowym
przykleiłem mu dwa plastry.
-Powiesz mi dlaczego nie chciałeś iść
do pielęgniarki? -spytałem spokojnie podając mu szklankę wody,
którą przyniosłem z kuchni. Usiadłem obok niego na łóżku i
przyglądałem mu się. Był taki drobny i delikatny. Po chwili
chłopak westchnął i spojrzał na mnie smutno
-Chyba powinienem. Tylko proszę
obiecaj że ta rozmowa zostanie między nami. -w jego głosie i w
jego oczach było coś takiego, że nie mogłem odmówić.
-Zgoda. Tak przy okazji jestem Minho.
-podałem mu rękę uśmiechając się przyjaźnie.
-Taemin – uścisnął moją dłoń i
po raz pierwszy od początku naszego spotkania uśmiechnął się na
chwilę. -No więc...Od ponad roku mieszkam sam. Moi rodzice nie
żyją. Utrzymuję się z renty po ojcu. Nikt nie wie o ich śmierci.
Nie chcę trafić do domu dziecka. -głos mu drżał z przejęcia.
Rozumiałem co czuł i współczułem mu. Kierowany impulsem
przytuliłem go a on wtulił się we mnie ufnie niczym dziecko.
-Chyba wiem jak ci pomóc.
-powiedziałem spokojnie gładząc go po włosach.
Nikt nie może mi pomóc -wyjęczał
żałośnie i rozpłakał się. Przytuliłem go mocniej i szeptałem
uspokajające słowa. Uspokoił się po ok 20 minutach. Na dole
usłyszałem szczęk zamka co oznaczało, że moja rodzicielka
wróciła. I dobrze od razu jej powiem.
-Zaczekaj tu chwilę zaraz wrócę.
-zostawiłem chłopaka w pokoju i poszedłem do kuchni gdzie mama
rozpakowywała zakupy. Opowiedziałem jej całe zdarzenie i
przedstawiłem mój pomysł jak pomóc Taeminowi. Zgodziła się
prawie od razu. Z uśmiechem na twarzy wróciłem do pokoju.
-Nie musisz si już niczym martwić
Taemin. Mama się zgodziła żebyś mieszkał z nami. Zaadoptuje cię.
-po jego reakcji widać było że nie spodziewał się czegoś
takiego.
-Ale jak...przecież mnie praktycznie
nie znacie -jego czarne błyszczące oczy wpatrywały się we mnie w
wyrazie kompletnego zdumienia.
-To nic. Mama jest wrażliwa i chce
pomagać wszystkim naokoło. Zgodziła się żebyś z nami zamieszkał
bo ją o to poprosiłem. Nie martw się wszystko będzie załatwione
po cichu. -Taemin uśmiechnął się a po policzkach spłynęły mu
łzy
-Nie wiem jak wam dziękować.
*****
Od tamtego zdarzenia minęły
trzy miesiące a ja i Taemin...zostaliśmy parą. Mama była
zdziwiona jednak zaakceptowała ten fakt. W szkole utrzymywaliśmy
relacje sprawiające wrażenie czysto koleżeńskich. Woleliśmy nie
narażać się na manto od szkolnych awanturników. Jednak w domu
wszystko wyglądało inaczej. Czułe słowa i delikatne pocałunki
stały się normą. Byliśmy razem szczęśliwi i niemal
nierozłączni.
-Chłopcy kolacja! -wołanie
mamy przerwało nam odrabianie lekcji. Trzymając się za ręce
zeszliśmy do kuchni. Na stole stał talerz ze stosem parówek w
cieście francuskim. Usiedliśmy obok siebie i zaczęliśmy jeść.
Posypały się standardowe pytania jak w szkole itp.
-No chłopcy idę na noc do
pracy więc zostaniecie sami. Tylko nie wywróćcie mi domu do góry
nogami. -powiedziała spokojnie chowając naczynia do zmywarki.
-Spoko mamo. -zamknąłem za
nią drzwi i poszedłem do pokoju. Stanąłem przy oknie by zasunąć
roletę kiedy nagle poczułem na sobie nieśmiały dotyk. Taemin
objął mnie w pasie i przytulił.
-Minho...zróbmy to
dzisiaj...-ta nieśmiała prośba mnie zaskoczyła. Nie spodziewałem
się, że o to poprosi. Odwróciłem się i objąłem go ramionami i
spojrzałem mu w oczy.
-Jesteś tego pewien
kochanie? -nie chciałem robić nic wbrew jego woli. Pokiwał jedynie
głową twierdząco a ja uśmiechnąłem się i pocałowałem go
czule. Nie przerywając pocałunku podniosłem go i położyłem na
łóżku. Powoli wsunąłem dłoń pod jego koszulkę nieustannie go
całując. Ciche pojękiwania wydobywały się z jego ust. Zacząłem
lekko drażnić jego sutek pocałunkami schodząc na szyję.
Postanowiłem sprawić mu jak najwięcej przyjemności. Żeby do
końca życia zapamiętał swój pierwszy raz. Powoli pozbywaliśmy
się swoich ubrań wzajemnie pieszcząc swoje ciała. Wyczuwając
niepewność kochanka szybko przejąłem kontrole. Masowałem
delikatnie jego męskość przez materiał bokserek wydobywając z
niego słodkie jęki rozkoszy, które stopniowo przybierały na sile.
Wszystko robiłem powoli przyzwyczajając chłopaka do każdej
pieszczoty. Ponownie wpiłem się w jego usta i zdjąłem z niego
bieliznę.
-Może zaboleć skarbie.
-mruknąłem mu do ucha jeżdżąc palcem wokół jego dziurki.
Chłopak kiwnął twierdząco głową i zagryzł wargę. Całując
czule jego szyję i klatkę piersiową wsunąłem powoli wsunąłem
dwa palce do jego wnętrza. Młodszy spiął się cały tłumiąc
okrzyk blu. Spod zaciśniętych powiek popłynęły łzy.
-Ciii...kotku nie płacz to
zaraz minie -pocałowałem go czule i czekałem aż się przyzwyczai.
Rozluźnił się po dłuższej chwili a ja ostrożnie dodałem trzeci
palec i rozciągałem do dokładnie. Kiedy uznałem że jest gotowy
zabrałem palce, zdjąłem z siebie bieliznę i powoli wsunąłem się
we wnętrze blondyna. Był tak ciasny i taki gorący. Zatrzymałem
się by przyzwyczaił się do mojej obecności.
-Minho...juuuż -cichy jęk
wydobył się z ust blondyna. Słysząc to zacząłem powoli poruszać
biodrami wydobywając z kochanka głośne jęki rozkoszy. Odchyliłem
głowę do tyłu i również jęczałem ogarnięty nieziemską
przyjemnością. Coraz szybciej poruszałem się w jego wnętrzu by w
pewnym momencie uderzyć w prostatę blondyna. To wystarczyło żeby
Taemin doszedł z krzykiem brudząc nasze ciała. Wykonałem jeszcze
kilka pchnięć i doszedłem w jego wnętrzu. Pochyliłem się nad
nim i pocałowałem czule w usta.
-Byłeś wspaniały kotku.
-wyszeptałem i wysunąłem się z niego. Kochanek jednak nie
odpowiedział zbyt zmęczony po stosunku. Położyłem się obok
niego i objąłem ramieniem. Blondynek wtulił się we mnie i już po
chwili zasnął.
-Kocham cię Taeminie.
-powiedziałem cicho i również ułożyłem się do snu tuląc do
siebie ukochaną osobę.






