Mijał kolejny monotonny miesiąc.
Przez cały ten czas chłopcy z EXO całkowicie straciliby formę
gdyby nie lider. To za jego sprawą cała szóstka punktualnie
stawiała się codziennie w sali ćwiczeń i tańczyli. Mijały
tygodnie a ćwiczenia były coraz krótsze aż w końcu zupełnie
ustały. Ich manager ani słowem nie wspominał o comebacku więc z
czasem nawet lider stracił zapał i nadzieję na comeback. Każdy w
zespole osobno starał się zająć jakoś czas którego mieli pod
dostatkiem. Kai próbował się spotkać ze swoim dobrym przyjacielem
Taeminem jednak SHINee mieli tyle pracy że praktycznie nie mieli
wolnego czasu dla siebie. Wszyscy ciężko pracowali. SHINee, Super
Junior, nawet DBSK.
-Więc dlaczego – myślał
rozdrażniony Kai -Dlaczego wytwórnia nie urządzi nam comebacku?
Jednak odpowiedzi na te pytania nie mógł dostać. Każdy kolejny
dzień nie różnił się niczym od poprzedniego. Kai miał tego
dość. Bezczynne siedzenie denerwowało go najbardziej. Pozostali
członkowie nie widzieli problemu. Szczególnie D.O. Widać było że
taki stan rzeczy go zadowalał. Dzień po dniu spędzał na banalnych
zajęciach. Większość czasu spędzał spotykając się z członkami
innych zespołów. Kai'a smucił ten fakt. Skoro już mieli tyle
wolnego to chciał się jakoś zbliżyć do Kyungsoo. Jednak ten
rzadko bywał w dormie. Wychodził z samego rana zanim Kai zdążył
się odezwać i wracał kiedy wszyscy już spali. Zrezygnowany
chłopak siedział w pokoju który dzielił z Baekhyunem i tępo
wpatrując się w ścianę myślał jak spędzić z D.O choć godzinę
czy dwie. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk jego komórki. Spojrzał
na wyświetlacz i szybko odebrał.
-Kyungsoo coś się stało? -zdziwił
się bo D.O rzadko do niego dzwonił.
-Kai mógłbyś po mnie przyjechać?
Zepsuł mi się samochód i no...
-Nie ma problemu. Gdzie jesteś?
-U NU'EST -co on tam kur** robi? Kai
nie przepadał za nimi a szczególnie nie znosił ich maknae. Małego
słodkiego pozornie niewinnego Ren'a, który przez swój wygląd i
zachowanie zdobywał sympatię wszystkich wokół. Wszystkich z
wyjątkiem Kai'a. Wstał i szybko się ogarnął po czym chwycił
kluczyki do samochodu i wyszedł z dormu. Po kilku minutach był na
miejscu. Radosnego zgiełku który zawsze towarzyszył członkom
NU'EST nie było słychać. W dormie nikogo nie było.
-Co ten D.O sobie myśli? -mruczał
niezadowolony sięgając po telefon. -D.O gdzie jesteście? -spytał
siląc się na spokój kiedy po kilku sygnałach usłyszał głos
przyjaciela.
-Och wybacz. Jesteśmy na kręglach.
Wróć do dormu Baekho mnie odwiezie.
-Nie ma mowy. Wracasz ze mną
-powiedział Kai stanowczo i rozłączył się. Zapalił silnik i
ruszył w stronę kręgielni. Droga była prawie pusta, więc
chłopak szybko dotarł na miejsce. Znalazł wolne miejsce do
parkowania i wysiadł z samochodu. Już chciał ruszyć do budynku
kiedy zobaczył coś co zupełnie go zszokowało.
Aron...całówał...DO... Kai spuścił głowę i zacisnął dłonie
w pięści. Nie mógł uwierzyć uwierzyć w to co zobaczył. Stał
chwilę w bezruchu po czym odwrócił się i ruszył przed siebie
szybkim krokiem.
-Kaaai! Zaczekaj! - słysząc, że
chłopak go woła przyspieszył jeszcze kroku. Chciał być sam.
Chciał zapomnieć o tym co przed chwilą widział. Jednak tamten
obraz uparcie tkwił w jego głowie. Zajęty swoimi myślami nie
słyszał wołających go chłopaków.
-Kai uważaj!! - chłopak rzucił się
do przodu i pchnął przyjaciela. Na jedną chwilę cały świat
stanął w miejscu. Przeraźliwy pisk opon rozdarł panującą ciszę.
Samochód uderzył w chłopaka, który padł bez przytomności .
Sprowadzenie na ziemię Kai gwałtownie się odwrócił i zamarł
widząc co się wydarzyło za jego plecami. Zerwał się z ziemi i
podbiegł do nieprzytomnego D.O
-Niech ktoś wezwie karetkę!!
-przerażony ze łzami w oczach patrzył po zebranych ludziach
jednak nikt się nie ruszył.-D.O błagam obudź się!
***
Unosiłem się w nicości.
Nie było tu nic tylko ciemność i dźwięk. Uporczywe pikanie,
które wwiercało się w umysł i jednostajny szum. Gdzie jestem?
Umarłem? Czy to tak wygląda niebo? Nie znałem odpowiedzi na te
pytania.
-Jego stan jest stabilny
jednak nie wiemy kiedy się ocknie.
-Dziękuję. Czy mogę
zostać przy nim aż odzyska przytomność?
Oczywiście. Gdyby działo
się coś niepokojącego proszę nacisnąć czerwony przycisk nad
łóżkiem.
-Dziękuję.
Powoli otworzyłem oczy.
Więc jednak żyję. Głowa mnie okropnie bolała. Wszędzie było
biało a w rękach miałem pełno plastikowych rurek. Brrrr
okropność.
-Kai? - wyszeptałem cicho
szukając chłopaka wzrokiem. Musi tu być. Słyszałem jego głos.
-D.O obudziłeś się –
pojawił się przede mną a w oczach miał łzy.
-Jak dobrze, że nic ci nie
jest. -uśmiechnąłem się słabo.
-Boże to cud że żyjesz.
Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci się stało. Kocham cię.
-mówiąc to ścisnął lekko moją dłoń. Jego spojrzenie było
takie szczere i pełne uczucia.
-Ja...ja ciebie też
kocham...wychodziłem tak często bo bałem się....
-Szszsz nic już nie mów.
-pochylił się nade mną i złączył nasze usta w pełnym miłości
pocałunku.


Omomomo, mówiłam, że wielbię. *0*
OdpowiedzUsuńJejku! Naprawdę fajne, czekam na więcej!
OdpowiedzUsuń