środa, 27 marca 2013

SuLay


Było już południe kiedy Lay się obudził całkowicie wypoczęty. Z wielkim uśmiechem zbiegł do kuchni na śniadanie. Dziś był ten dzień. Dzień w którym miał przyjechać jego ukochany Suho. Po dwumiesięcznej rozłące w końcu mogli spędzić ze sobą calutki tydzień. Lay z niecierpliwością czekał na ten dzień. Wpadł do kuchni jak burza.
-Gdzie Suho? -zapytał nadal uśmiechnięty. Tao i Luhan którzy siedzieli w kuchni spojrzeli na niego ze współczuciem. Lay od tygodnia nie mówił o niczym innym jak tylko o przyjeździe kochanka.
-Twój kochaś cię olał. -rzucił złośliwie Chen wchodząc do kuchni
-Chen przestań! -skarcił chłopaka Luhan podchodząc do smutnego kolegi. -Przykro mi ale Suho nie przyjechał. -położył dłoń na jego ramieniu w pocieszającym geście. Cały zapał chłopaka momentalnie zniknął. Opadł smutny na krzesło a w oczach stanęły mu łzy. „Jak to? Przecież obiecał...” Ukrył twarz w dłoniach chcąc powstrzymać płacz. „A jeśli coś mu się stało?” ta straszna myśl pojawiła się w jego głowie. Zitao jakby czytając w myślach objął go ramieniem.
-Spokojnie. Pewnie samolot się zepsuł czy coś.
-Obyś miał rację Tao -chłopak niczym widmo wyszedł z kuchni i skierował się do łazienki. Ciepły długi prysznic był rzeczą której teraz potrzebował. Stał w kabinie a ciepłe strumienie wody spływały po jego nagim ciele. Niepokojące obrazy pojawiały się w jego umyśle. Żeby chociaż jakąś wiadomość, że się spóźni. Tymczasem Suho nie dawał znaku życia. Martwił się o niego bo chłopak nigdy tak nie robił. Po jakiejś pół godzinie wyszedł z łazienki w czarnych dresowych spodniach. Uśmiechnął się lekko pod nosem kiedy to zawsze Suho denerwował się kiedy chodził bez koszulki. Powtarzał, że widok jego nagiego ciała jest przeznaczony tylko dla niego. Pogrążony we własnch myślach nie zauważył Chena na którego wpadł. Dźwięk tłuczonego szkła sprowadził go na ziemię
-Kur** Lay ty oczu nie masz? -syknął wściekle Chen patrząc na kawałki swojego ulubionego kubka.
-Wybacz zamyśliłem się -schylił się by pozbierać szklane odłamki. Chen prychnął jedynie.
-Idiota -mruknął pod nosem wymijając chłopaka, który posmutniał jeszcze bardziej. Nie rozumiał dlaczego on go tak traktował. Przecież nic mu nigdy nie zrobił. Wyrzucił szkło do kosza i poszedł coś zjeść. Płatki na mleku i kawa. Uwielbiał takie śniadania. Jadł sobie spokojnie kiedy do kuchni wpadł XiuMin. Jak zawsze uśmiechnięty.
-Lay pospiesz się taksówka na cb czeka.
-Taksówka? -chłopak spojrzał zdziwiona na kolegę. Nie zamawiał przecież taksówki.
-Ano taksówka. Pospiesz się. -chłopak wzruszył ramionami i wyszedł. Zaciekawiony przebrałsię szybko i wyszedł przed budynek.
-Dzień dobry pan Zhang Yi Xing? -zapytał uprzejmie starszy taksówkarz odczytując jego nazwisko z karteczki.
-Tak o co chodzi? -cała ta sprawa była bardzo dziwna.
-Wie pan sam do końca nie rozumiem. Ktoś zapłacił mi bym zawiózł pana do pańskiej ulubionej kawiarni.
-Czy to jakiś żart? -Lay spojrzał zdumiony na kierowce. „O co tutaj chodzi? Ktoś mi to wyjaśni?” myślał nie rozumiejąc sytuacji w jakiej się znalazł.
-Nie obrażaj mnie chłopcze. -kierowca oburzył się na te słowa. -Mam inne zajęcia niż wymyślanie głupich dowcipów.
-Przepraszam pana. -chłopak speszony spuścił głowę. Istotnie staruszek nie wglądał na dowcipnisia.
-W takim razie jeźdźmy już. -taksówkarz wsiadł do samochodu a Lay zaraz za nim. Warkot silnika przerwał panującą między nimi cisze i samochód ruszył z miejsca kierując się do kawiarni. Lay siedział na tylnym siedzeniu i rozmyślając wpatrywał się za okno. Co chwila mijali zakochane pary spacerujące miasta. Chłopakowi znowu zrobiło się przykro. To miał być taki piękny tydzień. Jednak najwyraźniej świat go nienawidził. Po jakimś czasie byli na miejscu. Lay podziękował kierowcy i wysiadł. Wszedł do kawiarni i rozglądał się nie wiedząc kogo ma się spodziewać. Sekundę później podeszła do niego kelnerka z różową kopertą w dłoni.
-Dzień dobry pan się nazywa Zhang Yi Xing?
-Um...tak a o co chodzi? -spojrzał na kobietę mocno zdziwiony. Coraz bardziej nie rozumiał co się dzieje.
-Był tu rano jeden chłopak i polecił mi dać panu tą kopertę oraz powiedzieć, żeby pojechał pan do parku Xihai. A i kopertę niech pan otworzy dopiero przy wejściu do parku. -podała chłopakowi kopertę i odeszła zanim zdążył o cokolwiek zapytać. Patrzył za nią zszokowany. Po chwili wyszedł z kawiarki i ruszył w stronę parku. Postanowił iść na nogach mimo, że zaczęło się ściemniać. Całe szczęście na ulicy prawie nikogo nie było. I dobrze nie chciał napotkać tłumu fanek. Spokojnym krokiem po jakiś 20 minutach doszedł na miejscu. Stanął w bramie i otworzył kopertę. W środku była kartka z jednym zdaniem „Idź za strzałkami”. Schował kopertę do kieszeni i rozejrzał się. Białe strzałki były doskonale widoczne na ciemnym asfalcie. Ruszył we wskazanym kierunku a lekki dreszczyk emocji przeszedł przez jego ciało. Szedł powoli wypatrując kolejnych strzałek aż w końcu alejka się skończyła a jego oczom ukazał się niemal magiczny widok. Nad brzegiem niedużego jeziora stał stół nakryty białym obrusem. Dwa nakrycia na których parowały eleganckie dania a na świeczniku płonęły dwie świece. Po drugiej stronie jeziora dało się dojrzeć napis „Kocham cię” ułożony z płonących świeczek. Było już całkiem ciemno więc cała ta scena zapierała dech w piersiach. Lay przyglądał się temu zszokowany zakrywając usta dłonią.
-Wszystkiego najlepszego kochanie. -czuły, delikatny głos rozległ się za jego plecami. Odwrócił się gwałtownie i ujrzał przed sobą Suho z bukietem kwiatów. Łzy szczęścia spłynęły pociekły po policzkach chłopaka.
-Suho ty to wszystko zrobiłeś? -zapytał cicho wtulając się w ukochanego.
-Oczywiście skarbie. Chciałem żebyś zapamiętał ten dzień na zawsze. Chodź na pewno jesteś głodny.
-Nawet nie wiesz jak bardzo, -powiedział rozbawiony i pocałował chłopaka w policzek. Obaj usiedli przy stole i zaczęli jeść rozmawiając o wszystkim i o niczym. Nawet się nie zorientowali kiedy jedzenie znikło w ich żołądkach. Po skończonej kolacji Suho wziął młodszego za rękę i pociągnął nad brzeg jeziora. Objął go w pasie i pocałował czule.
-Wiesz skarbie chciałem cię o coś zapytać.-spojrzał w oczy kochanka niepewny jego reakcji.
-Słucham cię -patrzył na niego z radością. Był szczęśliwy że są razem. Tak cudownej randki nie miał nigdy wcześniej. Suho wziął głęboki wdech.
-Zhang Yi Xing. Czy wyjdziesz za mnie? -młodszy zamarł na krótką chwilę po czym uśmiechnął się.
-Tak oczywiście że za ciebie wyjdę. -ich usta złączyły się w namiętnym tańcu wiecznej miłości.

wtorek, 26 marca 2013

HunHan

Tak więc daje wam kolejny One Shot również zamówiony przez Sayu. Jeśli macie jakieś zamówienia na OS piszcie w komentarzach :>






Kariera naszego zespołu nie potrwała długo. Dokładnie w dzień naszej rocznicy w budynku wytwórni, gdzie świętowaliśmy wybuchł pożar w którym zginęli Tao i Sehun. Ich strata zabolała nas wszystkich. Mnie w szczególności strata Sehuna. Jego ciała nigdy nie znaleziono.Po tym zdarzeniu postanowiliśmy zakończyć działalność. Bez nich to już nie byłoby EXO. Każdy z nas poszedł w swoją stronę. Jednak ja zupełnie się załamałem. Wróciłem do rodziny i dzień po dniu snułem się niczym cień. Nie chciałem żyć. Nie bez Sehuna mojej miłości. Od tamtych wydarzeń minęły już dwa miesiące. Siedziałem jak co dzień w parku tępo wpatrując się w staw po którym pływały łabędzie. Jakże bym chciał cofnąć czas. Zobaczyć znów uśmiech ukochanego. Jednak było to niemożliwe. Po raz kolejny moje oczy napełniły się łzami, kiedy wspominałem te wszystkie wspaniałe chwile które razem spędziliśmy. To tak bardzo bolało, że nie ma go przy mnie. Nie mogłem pogodzić się z jego śmiercią. Już chciałem wstać i wrócić do domu kiedy nagle ktoś zasłonił mi oczy.
-Zgadnij kto? -cichy delikatny głos rozległ się tuż przy moim uchu. Poznałem ten głos i zamarłem. Jak to możliwe. Odwróciłem się gwałtownie i zobaczyłem go. Stał przede mną i uśmiechał się tak że miękły kolana.
-Se..Sehun? -zdołałem wydukać w szoku patrząc na niego szeroko otwartymi oczami. Ułamek sekundy później rzuciłem mu się na szyję płacząc ze szczęścia.
-Lulu już spokojnie. Spokojnie. -gładził mnie po głowie powtarzając wciąż te same uspokajające słowa.
-Ale jak...? Przecież pożar...- patrzyłem mu w oczy nie rozumiejąc co się dzieje. Targały mną różne emocje jednak radość przeważała wszystko.
-Wyszedłem tyłem żeby spotkać się z bratem, widocznie nie zauważyliście. Kiedy wybuchł pożar od odciągnął mnie od budynku. Próbowałem się jakoś z wami skontaktować ale na próżno. Dopiero niedawno domyśliłem się że znajdę cię w twoich rodzinnych stronach. Jak widać nie pomyliłem się.
-Ale czemu tak długo? Wiesz przez jakie piekło emocjonalne przeszedłem? -zacząłem mu się żalić jednak potok słów szybko uciszył pocałunkiem. Oddałem go bez wahania. Nie ważne co było kiedyś. Ważne że znów jesteśmy razem.
-Obiecaj że nigdy więcej mnie tak nie zostawisz. -szepnąłem mu do ucha nie zwalniając uścisku.
-Obiecuję. Na zawsze zostanę z tobą. Jeśli się zgodzisz. -przed moimi oczami pojawiło się małe czerwone pudełeczko. Cofnąłem się o krok i zasłoniłem usta patrząc na chłopaka z niedowierzaniem.
-Czy ty mi się oświadczasz? -powiedziałem cicho. Właśnie miało się spełnić moje największe marzenie.
-Tak właśnie. Wyjdziesz za mnie? -mówiąc to klęknął przede mną i otworzył pudełeczko. W środku leżała srebrna obrączka z wygrawerowanym napisem „Kocham się Luhan” Łzy szczęścia pociekły mi po policzkach.
-Tak. Tak oczywiście. -przytuliłem go mocno a on wpił się w moje usta. Oddałem ten namiętny pocałunek nie przestając płakać ze szczęścia.
-Moje małe szczęście. Kocham cię.
-Ja ciebie też kocham Sehun.



Troszku krótkie ale mam nadzieję że wam się spodoba.

KaiSoo

Więc na początek pokaże wam próbkę mojej twórczości po której zdecydujecie czy chcecie czytać moje ficki. One shot napisany został na prośbę mojej przyjaciółki Sayu.






Mijał kolejny monotonny miesiąc. Przez cały ten czas chłopcy z EXO całkowicie straciliby formę gdyby nie lider. To za jego sprawą cała szóstka punktualnie stawiała się codziennie w sali ćwiczeń i tańczyli. Mijały tygodnie a ćwiczenia były coraz krótsze aż w końcu zupełnie ustały. Ich manager ani słowem nie wspominał o comebacku więc z czasem nawet lider stracił zapał i nadzieję na comeback. Każdy w zespole osobno starał się zająć jakoś czas którego mieli pod dostatkiem. Kai próbował się spotkać ze swoim dobrym przyjacielem Taeminem jednak SHINee mieli tyle pracy że praktycznie nie mieli wolnego czasu dla siebie. Wszyscy ciężko pracowali. SHINee, Super Junior, nawet DBSK.
-Więc dlaczego – myślał rozdrażniony Kai -Dlaczego wytwórnia nie urządzi nam comebacku? Jednak odpowiedzi na te pytania nie mógł dostać. Każdy kolejny dzień nie różnił się niczym od poprzedniego. Kai miał tego dość. Bezczynne siedzenie denerwowało go najbardziej. Pozostali członkowie nie widzieli problemu. Szczególnie D.O. Widać było że taki stan rzeczy go zadowalał. Dzień po dniu spędzał na banalnych zajęciach. Większość czasu spędzał spotykając się z członkami innych zespołów. Kai'a smucił ten fakt. Skoro już mieli tyle wolnego to chciał się jakoś zbliżyć do Kyungsoo. Jednak ten rzadko bywał w dormie. Wychodził z samego rana zanim Kai zdążył się odezwać i wracał kiedy wszyscy już spali. Zrezygnowany chłopak siedział w pokoju który dzielił z Baekhyunem i tępo wpatrując się w ścianę myślał jak spędzić z D.O choć godzinę czy dwie. Z rozmyślań wyrwał go dźwięk jego komórki. Spojrzał na wyświetlacz i szybko odebrał.
-Kyungsoo coś się stało? -zdziwił się bo D.O rzadko do niego dzwonił.
-Kai mógłbyś po mnie przyjechać? Zepsuł mi się samochód i no...
-Nie ma problemu. Gdzie jesteś?
-U NU'EST -co on tam kur** robi? Kai nie przepadał za nimi a szczególnie nie znosił ich maknae. Małego słodkiego pozornie niewinnego Ren'a, który przez swój wygląd i zachowanie zdobywał sympatię wszystkich wokół. Wszystkich z wyjątkiem Kai'a. Wstał i szybko się ogarnął po czym chwycił kluczyki do samochodu i wyszedł z dormu. Po kilku minutach był na miejscu. Radosnego zgiełku który zawsze towarzyszył członkom NU'EST nie było słychać. W dormie nikogo nie było.
-Co ten D.O sobie myśli? -mruczał niezadowolony sięgając po telefon. -D.O gdzie jesteście? -spytał siląc się na spokój kiedy po kilku sygnałach usłyszał głos przyjaciela.
-Och wybacz. Jesteśmy na kręglach. Wróć do dormu Baekho mnie odwiezie.
-Nie ma mowy. Wracasz ze mną -powiedział Kai stanowczo i rozłączył się. Zapalił silnik i ruszył w stronę kręgielni. Droga była prawie pusta, więc chłopak szybko dotarł na miejsce. Znalazł wolne miejsce do parkowania i wysiadł z samochodu. Już chciał ruszyć do budynku kiedy zobaczył coś co zupełnie go zszokowało. Aron...całówał...DO... Kai spuścił głowę i zacisnął dłonie w pięści. Nie mógł uwierzyć uwierzyć w to co zobaczył. Stał chwilę w bezruchu po czym odwrócił się i ruszył przed siebie szybkim krokiem.
-Kaaai! Zaczekaj! - słysząc, że chłopak go woła przyspieszył jeszcze kroku. Chciał być sam. Chciał zapomnieć o tym co przed chwilą widział. Jednak tamten obraz uparcie tkwił w jego głowie. Zajęty swoimi myślami nie słyszał wołających go chłopaków.
-Kai uważaj!! - chłopak rzucił się do przodu i pchnął przyjaciela. Na jedną chwilę cały świat stanął w miejscu. Przeraźliwy pisk opon rozdarł panującą ciszę. Samochód uderzył w chłopaka, który padł bez przytomności . Sprowadzenie na ziemię Kai gwałtownie się odwrócił i zamarł widząc co się wydarzyło za jego plecami. Zerwał się z ziemi i podbiegł do nieprzytomnego D.O
-Niech ktoś wezwie karetkę!! -przerażony ze łzami w oczach patrzył po zebranych ludziach jednak nikt się nie ruszył.-D.O błagam obudź się!

***

Unosiłem się w nicości. Nie było tu nic tylko ciemność i dźwięk. Uporczywe pikanie, które wwiercało się w umysł i jednostajny szum. Gdzie jestem? Umarłem? Czy to tak wygląda niebo? Nie znałem odpowiedzi na te pytania.
-Jego stan jest stabilny jednak nie wiemy kiedy się ocknie.
-Dziękuję. Czy mogę zostać przy nim aż odzyska przytomność?
Oczywiście. Gdyby działo się coś niepokojącego proszę nacisnąć czerwony przycisk nad łóżkiem.
-Dziękuję.
Powoli otworzyłem oczy. Więc jednak żyję. Głowa mnie okropnie bolała. Wszędzie było biało a w rękach miałem pełno plastikowych rurek. Brrrr okropność.
-Kai? - wyszeptałem cicho szukając chłopaka wzrokiem. Musi tu być. Słyszałem jego głos.
-D.O obudziłeś się – pojawił się przede mną a w oczach miał łzy.
-Jak dobrze, że nic ci nie jest. -uśmiechnąłem się słabo.
-Boże to cud że żyjesz. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś ci się stało. Kocham cię. -mówiąc to ścisnął lekko moją dłoń. Jego spojrzenie było takie szczere i pełne uczucia.
-Ja...ja ciebie też kocham...wychodziłem tak często bo bałem się....
-Szszsz nic już nie mów. -pochylił się nade mną i złączył nasze usta w pełnym miłości pocałunku.