Było już południe kiedy Lay się
obudził całkowicie wypoczęty. Z wielkim uśmiechem zbiegł do
kuchni na śniadanie. Dziś był ten dzień. Dzień w którym miał
przyjechać jego ukochany Suho. Po dwumiesięcznej rozłące w końcu
mogli spędzić ze sobą calutki tydzień. Lay z niecierpliwością
czekał na ten dzień. Wpadł do kuchni jak burza.
-Gdzie Suho? -zapytał nadal
uśmiechnięty. Tao i Luhan którzy siedzieli w kuchni spojrzeli na
niego ze współczuciem. Lay od tygodnia nie mówił o niczym innym
jak tylko o przyjeździe kochanka.
-Twój kochaś cię olał. -rzucił
złośliwie Chen wchodząc do kuchni
-Chen przestań! -skarcił chłopaka
Luhan podchodząc do smutnego kolegi. -Przykro mi ale Suho nie
przyjechał. -położył dłoń na jego ramieniu w pocieszającym
geście. Cały zapał chłopaka momentalnie zniknął. Opadł smutny
na krzesło a w oczach stanęły mu łzy. „Jak to? Przecież
obiecał...” Ukrył twarz w dłoniach chcąc powstrzymać płacz.
„A jeśli coś mu się stało?” ta straszna myśl pojawiła się
w jego głowie. Zitao jakby czytając w myślach objął go
ramieniem.
-Spokojnie. Pewnie samolot się zepsuł
czy coś.
-Obyś miał rację Tao -chłopak
niczym widmo wyszedł z kuchni i skierował się do łazienki.
Ciepły długi prysznic był rzeczą której teraz potrzebował. Stał
w kabinie a ciepłe strumienie wody spływały po jego nagim ciele.
Niepokojące obrazy pojawiały się w jego umyśle. Żeby chociaż
jakąś wiadomość, że się spóźni. Tymczasem Suho nie dawał
znaku życia. Martwił się o niego bo chłopak nigdy tak nie robił.
Po jakiejś pół godzinie wyszedł z łazienki w czarnych dresowych
spodniach. Uśmiechnął się lekko pod nosem kiedy to zawsze Suho
denerwował się kiedy chodził bez koszulki. Powtarzał, że widok
jego nagiego ciała jest przeznaczony tylko dla niego. Pogrążony we
własnch myślach nie zauważył Chena na którego wpadł. Dźwięk
tłuczonego szkła sprowadził go na ziemię
-Kur** Lay ty oczu nie masz? -syknął
wściekle Chen patrząc na kawałki swojego ulubionego kubka.
-Wybacz zamyśliłem się -schylił się
by pozbierać szklane odłamki. Chen prychnął jedynie.
-Idiota -mruknął pod nosem wymijając
chłopaka, który posmutniał jeszcze bardziej. Nie rozumiał
dlaczego on go tak traktował. Przecież nic mu nigdy nie zrobił.
Wyrzucił szkło do kosza i poszedł coś zjeść. Płatki na mleku i
kawa. Uwielbiał takie śniadania. Jadł sobie spokojnie kiedy do
kuchni wpadł XiuMin. Jak zawsze uśmiechnięty.
-Lay pospiesz się taksówka na cb
czeka.
-Taksówka? -chłopak spojrzał
zdziwiona na kolegę. Nie zamawiał przecież taksówki.
-Ano taksówka. Pospiesz się. -chłopak
wzruszył ramionami i wyszedł. Zaciekawiony przebrałsię szybko i
wyszedł przed budynek.
-Dzień dobry pan Zhang Yi Xing?
-zapytał uprzejmie starszy taksówkarz odczytując jego nazwisko z
karteczki.
-Tak o co chodzi? -cała ta sprawa była
bardzo dziwna.
-Wie pan sam do końca nie rozumiem.
Ktoś zapłacił mi bym zawiózł pana do pańskiej ulubionej
kawiarni.
-Czy to jakiś żart? -Lay spojrzał
zdumiony na kierowce. „O co tutaj chodzi? Ktoś mi to wyjaśni?”
myślał nie rozumiejąc sytuacji w jakiej się znalazł.
-Nie obrażaj mnie chłopcze. -kierowca
oburzył się na te słowa. -Mam inne zajęcia niż wymyślanie
głupich dowcipów.
-Przepraszam pana. -chłopak speszony
spuścił głowę. Istotnie staruszek nie wglądał na dowcipnisia.
-W takim razie jeźdźmy już.
-taksówkarz wsiadł do samochodu a Lay zaraz za nim. Warkot silnika
przerwał panującą między nimi cisze i samochód ruszył z miejsca
kierując się do kawiarni. Lay siedział na tylnym siedzeniu i
rozmyślając wpatrywał się za okno. Co chwila mijali zakochane
pary spacerujące miasta. Chłopakowi znowu zrobiło się przykro. To
miał być taki piękny tydzień. Jednak najwyraźniej świat go
nienawidził. Po jakimś czasie byli na miejscu. Lay podziękował
kierowcy i wysiadł. Wszedł do kawiarni i rozglądał się nie
wiedząc kogo ma się spodziewać. Sekundę później podeszła do
niego kelnerka z różową kopertą w dłoni.
-Dzień dobry pan się nazywa Zhang Yi
Xing?
-Um...tak a o co chodzi? -spojrzał na
kobietę mocno zdziwiony. Coraz bardziej nie rozumiał co się
dzieje.
-Był tu rano jeden chłopak i polecił
mi dać panu tą kopertę oraz powiedzieć, żeby pojechał pan do
parku Xihai. A i kopertę niech pan otworzy dopiero przy wejściu do
parku. -podała chłopakowi kopertę i odeszła zanim zdążył o
cokolwiek zapytać. Patrzył za nią zszokowany. Po chwili wyszedł z
kawiarki i ruszył w stronę parku. Postanowił iść na nogach mimo,
że zaczęło się ściemniać. Całe szczęście na ulicy prawie
nikogo nie było. I dobrze nie chciał napotkać tłumu fanek.
Spokojnym krokiem po jakiś 20 minutach doszedł na miejscu. Stanął
w bramie i otworzył kopertę. W środku była kartka z jednym
zdaniem „Idź za strzałkami”. Schował kopertę do kieszeni i
rozejrzał się. Białe strzałki były doskonale widoczne na ciemnym
asfalcie. Ruszył we wskazanym kierunku a lekki dreszczyk emocji
przeszedł przez jego ciało. Szedł powoli wypatrując kolejnych
strzałek aż w końcu alejka się skończyła a jego oczom ukazał
się niemal magiczny widok. Nad brzegiem niedużego jeziora stał
stół nakryty białym obrusem. Dwa nakrycia na których parowały
eleganckie dania a na świeczniku płonęły dwie świece. Po drugiej
stronie jeziora dało się dojrzeć napis „Kocham cię” ułożony
z płonących świeczek. Było już całkiem ciemno więc cała ta
scena zapierała dech w piersiach. Lay przyglądał się temu
zszokowany zakrywając usta dłonią.
-Wszystkiego najlepszego kochanie.
-czuły, delikatny głos rozległ się za jego plecami. Odwrócił
się gwałtownie i ujrzał przed sobą Suho z bukietem kwiatów. Łzy
szczęścia spłynęły pociekły po policzkach chłopaka.
-Suho ty to wszystko zrobiłeś?
-zapytał cicho wtulając się w ukochanego.
-Oczywiście skarbie. Chciałem żebyś
zapamiętał ten dzień na zawsze. Chodź na pewno jesteś głodny.
-Nawet nie wiesz jak bardzo,
-powiedział rozbawiony i pocałował chłopaka w policzek. Obaj
usiedli przy stole i zaczęli jeść rozmawiając o wszystkim i o
niczym. Nawet się nie zorientowali kiedy jedzenie znikło w ich
żołądkach. Po skończonej kolacji Suho wziął młodszego za rękę
i pociągnął nad brzeg jeziora. Objął go w pasie i pocałował
czule.
-Wiesz skarbie chciałem cię o coś
zapytać.-spojrzał w oczy kochanka niepewny jego reakcji.
-Słucham cię -patrzył na niego z
radością. Był szczęśliwy że są razem. Tak cudownej randki nie
miał nigdy wcześniej. Suho wziął głęboki wdech.
-Zhang Yi Xing. Czy wyjdziesz za mnie?
-młodszy zamarł na krótką chwilę po czym uśmiechnął się.
-Tak oczywiście że za ciebie wyjdę.
-ich usta złączyły się w namiętnym tańcu wiecznej miłości.



